Przekonanie

Byłam przekonana, że Bóg mnie powołuje

Urodziłam się na Łotwie jako trzecie z ośmiorga dzieci. Moi rodzice nie byli katolikami. Mama należała do Kościoła prawosławnego, a tata do luterańskiego, ale rzadko uczestniczyliśmy w nabożeństwach. We mnie było głębokie pragnienie poznania Boga, którym z nikim się nie dzieliłam. Gdy miałam piętnaście lat zaczęłam zastanawiać się nad celem i sensem mojego życia.

Zrozumiałam wtedy, że tylko Bóg może nadać sens mojemu życiu. Przyjęłam chrzest w kościele luterańskim, zaczęłam czytać Pismo Święte i modlić się słowami “Ojcze nasz…”. Byłam przekonana, że Bóg mnie powołuje i chociaż nie wiedziałam na czym polega życie zakonne, to czułam ogromne pragnienie, aby tam wstąpić. Nie znałam żadnego zgromadzenia zakonnego, dlatego dniami i nocami myślałam o tym jak zrealizować swoje powołanie.

Po ukończeniu szkoły podstawowej miałam zamiar uczyć się dalej w tej samej szkole. Przeczytałam jednak w gazecie ogłoszenie o Gimnazjum w Agłonie i odczułam, że tam powinnam pojechać. Agłona leży ok. 300 km od mojego domu rodzinnego. Jest to taka łotewska Częstochowa – największe sanktuarium maryjne w kraju. Rodzice byli przeciwni moim planom, dlatego uważam to za cud, że w końcu mogłam rozpocząć naukę w tym Gimnazjum. Jadąc do Agłony nie wiedziałam, że znajduje się tam Bazylika Matki Bożej, i że tam właśnie spotkam siostry zakonne.

Kiedyś poszłam do Bazyliki i wtedy zapoznałam się z siostrami z jednego ze zgromadzeń habitowych. Przeszłam do Kościoła katolickiego i chciałam wstąpić do tego zakonu, ale siostry powiedziały, że jestem jeszcze za młoda. Chciały żebym najpierw skończyła szkołę. Miałam kilka koleżanek, które też myślały o życiu zakonnym. Jedna z nich przeczytała artykuł o Siostrach Wspomożycielkach Dusz Czyśćcowych. Prosiła mnie, żebym napisała do nich. W odpowiedzi na list otrzymałam zaproszenie na rekolekcje do Polski.

Nie miałam pieniędzy ani paszportu i rodzice nie chcieli mnie puścić tak daleko, ale dzięki Opatrzności Bożej udało mi się wyjechać. Pojechałam do Sulejówka z nastawieniem, że na pewno nie zostanę u tych sióstr, bo nie noszą habitu. Niewiele rozumiałam z rekolekcji, bo nie znałam języka polskiego, ale Pan Bóg mocno do mnie przemówił. Jeszcze w tym samym roku zamieszkałam u sióstr Wspomożycielek w Rydze, zostałam przyjęta do aspiratu i chodziłam do szkoły. Pragnienie habitu było we mnie bardzo głębokie, ale powoli Bóg dał mi zrozumieć, że nie habit jest najważniejszy, ale to, co jest w sercu i śluby zakonne czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
s. Inga